czwartek, 18 kwietnia 2013

Towar spod lady, czyli zabawki z PRLu.

Podejrzewam, że część z czytelników tego bloga w ogóle nie pamięta PRLu. 

Nie jest to wcale dziwne, skoro wystarczyło się urodzić 10 lat później ode mnie, aby nie znać i nie pamiętać tamtego okresu.

Dla wszystkich, którzy nie stali w kolejkach z kartką w dłoni, oraz nie wiedzą jak smakowało solone masło i pomarańczowy ser żłóty, dzisiaj parę fotek zabawek z PRLu. Zobaczcie, jak to było.

Jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i Atomek...


Nie myślcie, że takie figurki Tytusa były w PRLu. Skądże. Ale komiksy czasem były. 


Tytus, Romek i Atomek pojawiał się na ostatniej stronie Świata Młodych, bodajże, oraz funkcjonował jako osobna książeczka - komiks, którym dzieci i nastolatkowie zaczytywali się wprost niesłychanie. Ja też.

Bączek, kalejdoskop i wańka wstańka.

Za PRLu dostanie jakiejkolwiek zabawki nie było łatwe, dlatego wszystkie mieściły się na skromnym regale. Lale siedziały równo na półce, bo było ich tylko trzy. Dodatkowo plastikowy kot i blaszany bączek.

 Kalejdoskop. Do tej pory pamiętam zachwyt i przesuwające się obrazy. Wyobraźnia skutecznie uruchomiona. Wańka wstańka to taki gadżet od wschodnich sąsiadów, jak nazwa wskazuje. Parę takich ciekawostek wtedy było w szkole, na przykład ruski. Ruski, to lekcje języka rosyjskiego, bardzo wówczas ważne, często prowadzone w izbie polsko - radzieckiej, która miała obowiązek być w każdej szkole. Do dziś czytam bukwy. Kto jeszcze umie?

 Gdyby takie figurki w takim kartonowym pudełeczku były w PRLu, to dzieci trzymałyby ten kartonik jako element zabawki, żadne nie dałoby tego wyrzucić. Był to okres, w którym zbierało się papierki od gum Donaldów, opakowania od czekolad z zachodu, których się nigdy nie jadło, oraz puszki po napojach. Miałam jedną, ale za to najlepszą, po pepsi. Smak pepsi poznałam dużo później.



Skąd te gadżety? A Spod Lady!

Zdradzę Wam sekret, jest taki sklep, gdzie możecie swoim dzieciom kupić gadżety jak z PRLu.  Bardzo mi się spodobał, obudził moje wspomnienia z dzieciństwa, kiedy nie było zabawek, poza zdobycznymi, oraz komputerów, gier, telewizora i internetu. Wtedy pożyczało się książki z biblioteki i połykało jednym tchem, albo czytało się biblioteczkę mamy. Pamiętam, jaka dumna była moja mama z książek, które dla nas trafiła. Zadowolona przynosiła książkę i znowu było co robić.

Trzepak, podwórko i stare wrotki.

Nart nie było, butów też, a nawet jeśli rzucili, to nie ten rozmiar. Ale stare wrotki po kimś zawsze się znalazły. Pamiętam zachwyt dzieci, kiedy koleżanka wyjechała na kolorowych, przypominających buty  wrotkach z zachodu i miała hamulec, taką żółtą gumkę do hamowania. Co to było! 

Resztę czasu spędzało się na trzepaku, na podwórku, wśród rówieśników. Powyższe zdjęcie nie jest z Polski, ale klimat podobny, co za czasów stanu wojennego. I wrotki podobne. Pamiętam, że moja mama i ja słuchałyśmy w radio przemówienia Jaruzelskiego i nagle mama zaczęła płakać, że mamy wojnę. A ja razem z nią, chociaż nie czułam strachu, bo dziecko czuje się bezpieczne w domu z mamą.

Oby nasze dzieci mogły się czuć zawsze bezpiecznie. Myślę, że pozostało jeszcze dużo do opisania na temat dzieci w PRLu, myślę, że kiedyś opowiem Wam jeszcze kilka innych historii.

Czy pamiętacie coś z PRLu, lub z PRLem związane? Napiszcie w komentarzach!
 

Spod Lady sklep z gadżetami stylizowanymi na te z PRLu  /  zdjęcie dziewczynka na wrotkach  /  

4 komentarze:

  1. Ja pamiętam już tylko końcówkę PRL-u, ale na pewno miałam bączka, książkę o Rogasiu, pamiętam też książkeczki "Poczytaj mi, Mamo", drewniane klocki, warcaby, chińczyka,... Pamiętam też swoją 1. Barbie wyproszoną u Rodziców, a kupioną w Pewexie. Pamiętam nawet jaki miała strój ;) Tamte czasy - oczywiście temat na długie rozmowy - ale też oprócz innych zabawek charakteryzowały się innymi zabawami: gra w klasy, w "chłopka", w gumę; skakanki, rowery, rysowanie kredą po chodniku. Choć przyznam szczerze, że ostatnio spotkałam młode amatorki gry w gumę i rysujące kredą kolorowe rysunki na osiedlowym placyku :) Widać taki "romantyzm" ;) jeszcze nie zginął zupełnie ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, tak. Grałam w gumę namiętnie. A co do Barbie... żadna dziewczynka nie miała wtedy Barbie, więc albo "weszła" później do Pewexów, albo obracałam się nie w tych kręgach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to były czasy. Kiedyś wszyscy mieli te same zabawki w przedszkolu:D Teraz dzieciaki jeśli jeden zobaczy u drugiego tę samą zabawke to się jeszcze pobiją:D Także robią te personalizowane zabawki teraz wszędzie. na www.zabawianka.pl mają fajne pomysły, moja Kasia zaprojektowała sobie tam sama zabawek. To była dopiero radość. Ale ja tam i tak wolałam bąka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach ten PRL... na szczęście miniony, ale sentyment na zawsze pozostanie.
    A propos Rogasia z Doliny Roztoki, polecam tu:

    http://pulowerek.pl/2009/07/komiks-ktory-wydarzyl-sie-naprawde-1-koziol-z-doliny-rozkoszy/
    :DDD

    OdpowiedzUsuń